W gabinecie psychoterapeutycznym bardzo często spotykam osoby, które przyszły „bo coś je ciągle boli, a badania nic nie pokazują”, „bo nie mają siły rano wstać”, „bo czują się przytłoczone, choć teoretycznie wszystko jest w porządku”. Zdarza się, że dopiero podczas rozmowy zaczynamy wspólnie nazywać to, co od dawna już daje o sobie znać – chroniczny stres.
To doświadczenie chronicznego stresu nie zawsze ma dramatyczny początek. Czasem przychodzi cicho, niemal niezauważalnie. Wkrada się do codzienności – najpierw jako większe zmęczenie, potem drażliwość, później bezsenność, spięte ciało, poczucie bycia „w ciągłej gotowości”. I choć życie toczy się dalej, to wewnątrz wiele rzeczy zaczyna się powoli wypalać.
Co się z nami dzieje, gdy stres trwa zbyt długo?
Z perspektywy integracyjnej – czyli podejścia, które bierze pod uwagę ciało, emocje, myśli i relacje – chroniczny stres to coś więcej niż reakcja psychiczna. To stan organizmu, który zbyt długo pozostaje w trybie przetrwania. Układ nerwowy nie wraca do równowagi, ciało nie może się rozluźnić, a myślenie staje się zawężone wokół lęku, obowiązków, przewidywania zagrożeń.
W terapii często odkrywamy, że to, co „działało” przez lata – zaciskanie zębów, branie na siebie za dużo, odcinanie emocji, udawanie siły – zaczyna przestawać działać. Organizm mówi „dość”. Czasem w postaci objawu somatycznego, czasem kryzysu w relacjach, a czasem głębokiego poczucia bezsensu.
Jakie sygnały mogą wskazywać na chroniczne napięcie?
- trudność w odpoczynku – nawet na urlopie „głowa pracuje”
- ciągłe zmęczenie mimo snu
- uczucie wewnętrznego pośpiechu, napięcia, spięcia w ciele
- drażliwość, impulsywność, spadek empatii dla siebie i innych
- trudności z koncentracją, pamięcią
- poczucie oddalenia od siebie – jakbyśmy żyli „obok swojego życia”
Jak pracujemy z chronicznym stresem w terapii?
W podejściu integracyjnym nie skupiamy się wyłącznie na „radzeniu sobie” ze stresem, ale na odkrywaniu jego źródeł i tego, co podtrzymuje napięcie. Często sięgamy głębiej – do historii życia, przekonań o sobie („muszę być silny”, „nie mogę zawieść”), wzorców relacyjnych, które nie pozwalają odpocząć nawet w bezpiecznym środowisku.
Jednocześnie bardzo ważna jest praca z ciałem – ponieważ to ono najczęściej „trzyma” stres, nawet wtedy, gdy umysł nie jest tego świadomy. Uczymy się zauważać sygnały z ciała, regulować napięcie, rozpoznawać momenty przeciążenia.
W terapii nie dajemy „gotowych rozwiązań”, ale tworzymy przestrzeń, w której można na nowo poczuć siebie – bez presji, z uważnością i współczuciem. Czasem to oznacza naukę odpuszczania, czasem odbudowywanie granic, a czasem – po raz pierwszy – pytanie siebie: czego naprawdę chcę? i co mnie wspiera, a co wyczerpuje?
Kilka pytań, które możesz zadać sobie dziś:
- Kiedy ostatnio naprawdę odpocząłem/odetchnęłam?
- Co moje ciało próbuje mi powiedzieć?
- Czy potrafię być ze sobą, nie robiąc nic?
- Czy daję sobie prawo do niewiedzy, słabości, zatrzymania?
- Jakie przekonania kierują moimi wyborami i czy wszystkie mi służą?
Na koniec…
Chroniczny stres nie jest znakiem słabości. Często jest sygnałem, że zbyt długo radziliśmy sobie sami, za dużo nie wyrażaliśmy, zbyt mało pytaliśmy siebie o granice i potrzeby. Warto zatrzymać się i posłuchać – nie tylko umysłu, ale i ciała, emocji, relacji. Bo zdrowie psychiczne to nie tylko brak objawów, ale też możliwość bycia w kontakcie ze sobą – łagodnie, prawdziwie, z troską.
Jeśli potrzebujesz wsparcia umów się na konsultację.