PORADNIKI
Dlaczego ciągle się martwię, nawet gdy wszystko jest dobrze?
4 MIN CZYTANIA · 17.04.2025
Ciągle się martwisz, choć wszystko jest w porządku? Zobacz, skąd bierze się nieustanny niepokój i co pomaga odzyskać spokój. Umów darmową konsultację.

„Wiem, że wszystko jest w porządku, ale i tak nie potrafię się uspokoić."
To zdanie wiele osób wypowiada z poczuciem bezradności. Praca jest stabilna, bliscy są zdrowi, nie dzieje się nic wyjątkowo trudnego, a mimo to w głowie nieustannie pojawiają się pytania: „A co jeśli coś się wydarzy?", „Czy na pewno wszystko dopięłam?", „Może o czymś zapomniałem?", „To zbyt piękne, żeby trwało".
Jeśli rozpoznajesz w tym siebie, nie jesteś sam. Ciągłe zamartwianie się nie zawsze oznacza, że rzeczywiście istnieje zagrożenie. Często jest sposobem, w jaki nasz umysł próbuje zapewnić nam bezpieczeństwo.
Zrób pierwszy krok
Skorzystaj z darmowej konsultacji
Jeśli masz pytanie albo chcesz o czymś porozmawiać, możesz umówić się ze mną na darmową, 30-minutową konsultację psychologiczną.
Mózg szuka bezpieczeństwa
Ludzki mózg został zaprogramowany przede wszystkim do wykrywania potencjalnych zagrożeń. Z perspektywy ewolucji było to niezwykle przydatne - osoby, które szybciej zauważały niebezpieczeństwo, miały większe szanse na przetrwanie.
Dzisiaj jednak większość z nas nie ucieka przed drapieżnikami. Zagrożenia mają zupełnie inny charakter: utrata pracy, choroba bliskich, konflikt w związku czy problemy finansowe. Mózg nadal działa jednak według starego schematu - nieustannie skanuje otoczenie w poszukiwaniu tego, co mogłoby pójść nie tak.
Dlatego nawet wtedy, gdy obiektywnie wszystko układa się dobrze, możemy odczuwać napięcie i niepokój.
Kiedy spokój wydaje się podejrzany
Niektóre osoby mają trudność z odpoczywaniem właśnie wtedy, gdy nic złego się nie dzieje.
Pojawia się przekonanie, że jeśli teraz jest dobrze, to zaraz wydarzy się coś nieprzyjemnego. Jakby spokój był jedynie ciszą przed burzą.
Takie nastawienie często rozwija się u osób, które przez dłuższy czas żyły w przewlekłym stresie lub doświadczały wielu nieprzewidywalnych sytuacji. Organizm przyzwyczaja się wtedy do ciągłej gotowości. Gdy napięcie znika, nie odczuwa ulgi - wręcz przeciwnie, zaczyna szukać nowego powodu do zmartwień.
Zamartwianie daje złudne poczucie kontroli
Paradoksalnie martwienie się może sprawiać wrażenie działania. Kiedy analizujemy każdy możliwy scenariusz, możemy mieć poczucie, że lepiej przygotujemy się na przyszłość. W rzeczywistości jednak większość naszych obaw nigdy się nie spełnia.
Zamiast rozwiązywać problemy, wielogodzinne analizowanie często odbiera energię, utrudnia podejmowanie decyzji i sprawia, że jeszcze trudniej odpocząć.
Czy można „oduczyć się" ciągłego martwienia?
Nie ma jednego sposobu, który sprawi, że zmartwienia znikną z dnia na dzień. Można jednak stopniowo nauczyć się reagować na nie inaczej. Dobrym początkiem jest nauczenie się odróżniania realnych problemów od scenariuszy, które podsuwa nam wyobraźnia. Pomocne bywa zatrzymanie się na chwilę i spojrzenie na swoje myśli z większym dystansem. W takim momencie pomocne mogą być pytania:
- Czy w tej chwili naprawdę dzieje się coś niebezpiecznego?
- Czy mam dowody na to, czego się obawiam?
- Czy próbuję rozwiązać realny problem, czy jedynie przewidzieć każdą możliwą przyszłość?
- Co powiedziałbym bliskiej osobie, gdyby miała dokładnie takie same myśli?
Już samo zatrzymanie się przy tych pytaniach pomaga uspokoić gonitwę myśli i spojrzeć na sytuację z innej perspektywy.
Kiedy warto poszukać wsparcia?
Jeżeli zamartwianie się trwa przez większość dni, utrudnia sen, odpoczynek, koncentrację lub wpływa na relacje z bliskimi, warto porozmawiać z psychoterapeutą.
Psychoterapia nie polega na przekonywaniu, że „nie ma się czym przejmować". Pomaga zrozumieć, skąd bierze się potrzeba ciągłego kontrolowania przyszłości, dlaczego organizm pozostaje w stanie napięcia oraz jak stopniowo odzyskać poczucie bezpieczeństwa, które nie zależy od nieustannego przewidywania najgorszego.
Nie musisz być cały czas przygotowany na katastrofę
Osoby, które przez lata żyły w napięciu, często wierzą, że czujność chroni je przed cierpieniem. Tymczasem nieustanne oczekiwanie na najgorsze sprawia, że trudno cieszyć się tym, co dzieje się tu i teraz.
Poczucie bezpieczeństwa nie polega na przewidzeniu każdej możliwej sytuacji. Rodzi się wtedy, gdy zaczynamy ufać, że nawet jeśli pojawią się trudności, będziemy potrafili sobie z nimi poradzić.
To właśnie ta zmiana - od ciągłego kontrolowania do stopniowego budowania zaufania do siebie - często staje się jednym z najważniejszych kroków na drodze do większego spokoju.

Katarzyna Jałocha
Psycholożka i psychoterapeutka
Nie wierzę w jedną prawdę o człowieku - wierzę w spotkanie. Towarzyszę w nim dorosłym, blisko i bez oceniania, w nurcie integracyjnym.


