Umów darmową konsultację

PORADNIKI

Samokrytyka - dlaczego oceniamy siebie surowiej niż innych

5 MIN CZYTANIA · 09.09.2026

Samokrytyka bywa surowsza niż wszystko, co powiedzielibyśmy bliskiej osobie. Zobacz, skąd się bierze i jak mówić do siebie inaczej.

Samokrytyka - dlaczego oceniamy siebie surowiej niż innych

Kiedy bliska osoba popełnia błąd, często potrafimy spojrzeć na nią ze zrozumieniem:

  • „Każdemu się zdarza.”
  • „Miałaś trudny dzień.”
  • „Nie mogłaś wszystkiego przewidzieć.”
  • „Zrobiłeś tyle, ile wtedy mogłeś.”

A kiedy dokładnie to samo przydarza się nam?

  • „Jak mogłam tego nie zauważyć?”
  • „Trzeba było pomyśleć wcześniej.”
  • „Znowu sobie nie poradziłem.”
  • „Inni jakoś potrafią.”

Bywa, że dla innych mamy dużo wyrozumiałości, a wobec siebie stosujemy zupełnie inne zasady. Tak zwykle działa samokrytyka: to, co u kogoś uznalibyśmy za zwykły błąd, u siebie traktujemy jak dowód, że coś z nami jest nie tak.

Skąd bierze się ta różnica? Znajdziesz tu kilka tropów: co stoi za surowością wobec siebie, czemu bywa nam potrzebna i jak można zacząć mówić do siebie łagodniej, nie odpuszczając sobie.

Skąd bierze się samokrytyka?

Sposób, w jaki dziś do siebie mówimy, nie pojawił się znikąd. Jeśli dorastaliśmy w otoczeniu, w którym dużo uwagi poświęcano wynikom, błędom albo temu, co można było zrobić lepiej, mogliśmy nauczyć się patrzeć na siebie właśnie w ten sposób.

Nie zawsze musiało chodzić o otwartą krytykę. Czasem wystarczały drobne komunikaty:

  • „Stać cię na więcej.”
  • „Czwórka? A dlaczego nie piątka?”
  • „Nie przesadzaj.”
  • „Mogłeś bardziej się postarać.”

Czasem ważniejsze od słów było to, co czuliśmy. Że pochwała pojawiała się przede wszystkim wtedy, kiedy dobrze sobie radziliśmy. Że błędy wywoływały napięcie. Że trzeba było być grzeczną osobą, odpowiedzialną, silną albo taką, która nie sprawia problemów.

Z czasem zewnętrzne oczekiwania mogą stać się naszym własnym głosem. I nawet kiedy nikt już nie mówi: „powinno być lepiej”, zaczynamy mówić to sobie sami.

Newsletter Katarzyny

Lepiej rozumieć siebie, tydzień po tygodniu

Piszę o emocjach, relacjach i o tym, co dzieje się w środku, gdy coś zaczyna ciążyć. Zostaw adres, a raz w tygodniu wyślę Ci jeden tekst. Zobacz przykład

„Gdy będę dla siebie wymagający/a, nie zawiodę”

Surowość wobec siebie nie zawsze wynika z tego, że siebie nie lubimy. Czasem pełni funkcję ochronną.

Możemy mieć przekonanie, że jeśli będziemy wystarczająco wymagający wobec siebie, unikniemy błędów. Będziemy lepiej przygotowani. Nikt nas nie skrytykuje. Nie zawiedziemy innych. Nie narazimy się na odrzucenie.

Wewnętrzny krytyk może wtedy brzmieć jak ktoś, kto bez przerwy pilnuje:

  • „Nie odpuszczaj.”
  • „Nie wychylaj się.”
  • „Musisz zrobić to dobrze.”
  • „Nie możesz się skompromitować.”

Problem w tym, że ten sposób motywowania siebie ma swoją cenę. Nawet sukces może nie przynosić satysfakcji, bo szybko pojawia się kolejne „ale”.

  • Udało się? Mogło być lepiej.
  • Ktoś cię pochwalił? Pewnie przesadza.
  • Zrobiłaś coś dobrze? To przecież nic wielkiego.

Poprzeczka przesuwa się razem z nami. Blisko stąd do perfekcjonizmu, który męczy bardziej, niż pomaga.

Dlaczego dla innych mamy więcej zrozumienia?

Patrząc na drugiego człowieka, zwykle łatwiej widzimy cały kontekst. Wiemy, że był zmęczony. Że miał trudny tydzień. Że czegoś nie wiedział. Że się bał. Że zrobił błąd, ale przecież jeden błąd nie mówi wszystkiego o tym, kim jest. Widzimy też całą pracę, która została włożona, by dotrzeć do danego punktu.

Wobec siebie często tracimy tę perspektywę.

Zamiast: „Nie udało mi się to spotkanie” pojawia się: „Jestem beznadziejny/a.”

Zamiast: „Nie wiedziałam, jak wtedy zareagować” myślimy: „Powinnam była wiedzieć.”

Jedno wydarzenie zaczyna mówić coś o całej naszej wartości. I właśnie tutaj surowość wobec siebie potrafi być szczególnie bolesna.

„Powinienem/powinnam” - słowo, które dużo mówi

Warto czasem posłuchać własnych myśli i zauważyć, jak często pojawia się w nich „powinnam” albo „powinienem”.

  • Powinnam lepiej sobie radzić.
  • Powinienem być bardziej pewny siebie.
  • Powinnam mieć więcej cierpliwości.
  • Powinienem już dawno to przepracować.
  • Nie powinnam tak się przejmować.

Za tymi zdaniami często kryje się pewien obraz tego, kim „należałoby” być. Silniejsi. Spokojniejsi. Bardziej produktywni. Pewniejsi siebie. Lepsi w relacjach. Bardziej odporni.

Tylko że człowiek nie funkcjonuje według instrukcji.

Można coś rozumieć i nadal się tego bać. Można wiedzieć, że nie warto się przejmować, i nadal się przejmować. Można po raz kolejny popełnić podobny błąd, mimo że bardzo chcieliśmy zachować się inaczej.

Czy wyrozumiałość wobec siebie to pobłażanie?

To jedna z częstszych obaw.

  • „Jeśli przestanę się krytykować, to się rozleniwię.”
  • „Jeśli zaakceptuję swój błąd, niczego się nie nauczę.”
  • „Muszę być dla siebie wymagający/a, bo inaczej odpuszczę.”

Tymczasem można jednocześnie brać odpowiedzialność za swoje zachowanie i nie poniżać siebie za to, że coś się nie udało. Można powiedzieć:

„Zachowałam się w sposób, którego żałuję. Chcę następnym razem zrobić to inaczej.”

zamiast: „Jestem okropna. Zawsze wszystko psuję.”

W obu przypadkach zauważamy błąd. Ale tylko w pierwszym zostawiamy sobie przestrzeń, żeby coś z nim zrobić. Życzliwości wobec siebie można się uczyć.

Można nauczyć się mówić do siebie inaczej

Łagodniejsze podejście do siebie nie oznacza wmawiania sobie, że wszystko jest dobrze. Nie chodzi o to, żeby nie zauważać błędów, nie brać odpowiedzialności albo pocieszać się na siłę. Chodzi raczej o sposób, w jaki opowiadamy sobie o tym, co się wydarzyło.

Hafizowi przypisuje się słowa:

„Słowa, które wypowiadasz, stają się domem, w którym mieszkasz.”

Lubię ten cytat, bo dobrze pokazuje, jak duże znaczenie może mieć język, którego używamy wobec siebie.

Jeśli po każdym błędzie powtarzasz sobie: „jestem beznadziejny/a”, „znowu zawaliłem/am”, „inni sobie radzą, tylko ja nie”, z czasem te zdania mogą przestać być tylko reakcją na konkretną sytuację. Mogą zacząć wpływać na to, jak siebie widzisz.

A co by się stało, gdyby w trudnym momencie spróbować spojrzeć na siebie tak, jak spojrzałaby na ciebie bliska, życzliwa osoba?

Nie chodzi o kłamanie sobie

Przyjaciel prawdopodobnie nie powiedziałby: „świetnie zrobiłeś/aś”, jeśli rzeczywiście popełniłeś/aś błąd. Ale być może powiedziałby:

  • „Tak, nie wyszło. Ale to nie znaczy, że jesteś beznadziejny/a.”
  • „Mogłeś/aś zrobić coś inaczej, ale wtedy nie wiedziałeś/aś tego, co wiesz dzisiaj.”
  • „To był błąd. Nie cała prawda o tobie.”

Możesz więc czasem zadać sobie pytanie: gdyby to nie przydarzyło się mnie, tylko komuś, kogo lubię i komu dobrze życzę - jak zobaczyłbym/zobaczyłabym tę sytuację?

Kiedy warto poszukać wsparcia?

Jeśli surowy głos wobec siebie towarzyszy Ci od lat, odbiera energię albo wpływa na decyzje, które podejmujesz, warto przyjrzeć się temu uważniej. Rozmowa z psychoterapeutą może pomóc zobaczyć, skąd ten głos się wziął i czemu kiedyś służył. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, możesz umówić się ze mną na darmową konsultację psychologiczną.

Być może właśnie od tego zaczyna się zmiana. Nie od przekonywania siebie, że wszystko robimy dobrze, ale od próby patrzenia na siebie z taką samą uczciwością, życzliwością i wyrozumiałością, jaką często bez trudu dajemy innym.

Katarzyna Jałocha

Katarzyna Jałocha

Psycholożka i psychoterapeutka

Nie wierzę w jedną prawdę o człowieku - wierzę w spotkanie. Towarzyszę w nim dorosłym, blisko i bez oceniania, w nurcie integracyjnym.

Newsletter

Na razie wolisz poczytać?

Raz w tygodniu wysyłam jeden krótki tekst o emocjach,
relacjach i o tym, jak lepiej rozumieć siebie.

Zapisz się

Za darmo · jeden tekst tygodniowo · wypisujesz się jednym kliknięciem